Rajd noworoczny w Podlachii. Tam, gdzie słychać skrzypiący śnieg
- Barbara Szwarc
- 4 sty
- 3 minut(y) czytania
Zimą Podlasie mówi ciszej.
Ale jeśli się zatrzymasz – usłyszysz więcej.

Od 31 grudnia 2025 do 3 stycznia 2026 byliśmy tu tylko my, dwie uczestniczki, konie i krajobraz, który każdego dnia wyglądał inaczej, choć wciąż był ten sam. Kameralny rajd noworoczny. Bez pośpiechu. Bez planu „do odhaczenia”. Z uważnością.
Sylwester przy koniach
Sylwestrowy wieczór spędziliśmy na biesiadzie i w stajni. Przy koniach.
Gdzieś dalej, we wsiach wokół, zaczęły rozbłyskiwać fajerwerki. Kolorowe światła przecinały zimowe niebo, a my patrzyliśmy na nie razem z końmi.
Nasze konie – przyzwyczajone do huku podczas rekonstrukcji historycznych – zupełnie się nie bały. Stały spokojnie, obserwowały. Jakby wiedziały o co chodzi i oglądałyrazem z nami.
Mogliśmy więc stuknąć się kieliszkiem szampana, wypowiedzieć życzenia na Nowy Rok i po prostu być.
Tu.
Razem.
W nocy świat zabielił się śniegiem.
Skrzyp śniegu pod kopytami
Kolejne dni prowadziły nas przez Nadbużański Park Krajobrazowy. Lasy. Łąki. Stare, zapomniane wsie. Trakty, którymi kiedyś wędrował miód, drewno i dobra rolne.
Śnieg trzeszczał pod kopytami.
Cisza miała swoją wagę.
A pełnia księżyca wieczorami rozświetlała drogę tak, że nie trzeba było niczego przyspieszać.
Zimą, gdy liści nie ma, widać więcej. Stare chaty stoją jak świadkowie czasu. Ślady historii wychodzą spod ziemi i spod śniegu.
Opowiadałam o tym, co działo się tu kilkadziesiąt lat temu – o ludziach, drogach, codzienności. O rzeczach, których nie znajdzie się w przewodnikach.
Dzień, który płynie swoim rytmem
Każdy poranek zaczynał się spokojnie.
Śniadanie z wiejskimi jajami, lokalnymi wędlinami i nabiałem z mleczarni za lasem. Bez pośpiechu, bez „zaraz musimy”.
Potem konie – przygotowane, spokojne, gotowe. I codziennie inna trasa, w innym kierunku świata.
W południe był popas. Krótszy niż latem, bo zimą nie chodzi o siedzenie długo. Rozgrzewająca, pożywna zupa, chwila oddechu. I dalej w drogę – tak, by powrót do stajni o zmierzchu był nadal przyjemnością.
Wieczorem czekała staropolska i podlaska obiadokolacja, domowe ciasta i poczucie, że karnawał zaczyna się po cichu, ale prawdziwie.
Konie, które rozumieją półszept
Jednym z najczęściej powracających zachwytów były konie.
Ich kondycja. Spokój. To, że wystarczy musnąć łydką, a one już wiedzą. Że sygnały są oczywiste, jeśli są poprawnie przekazane. Że niosą – także zimą, także w śniegu.
Konie zimą są w ruchu cały dzień, na padokach. Utrzymujemy spokojne, rozsądne tempo w terenie, dostosowane do warunków. Dbamy o ich żywienie, m.in. dzięki paszom od Polski Żłób, by miały siłę i wydolność wtedy, gdy dzień jest krótki, a noc długa.
To wszystko sprawia, że uczestnik może odpuścić czujność, przestać się spinać i po prostu jechać.
Z czym się tu przyjeżdża i co zostaje
Uczestniczki przyjechały zmęczone.
Święta. Praca pomiędzy nimi. Emocje Nowego Roku. Krótkie dni, które potrafią przytłoczyć.
Wyjechały spokojne.
Bez pośpiechu.
Nawet wtedy, gdy przed nimi była daleka droga powrotna. Z poczuciem, że odpoczął nie tylko kręgosłup, ale i głowa.
Piękne krajobrazy, cisza i konie poruszające się pewnie w każdych warunkach zostawiły jedno, bardzo proste uczucie:
było warto.
Czym jest dla mnie wypoczynkowy rajd konny
Wypoczynkowy rajd konny to taki, po którym nie trzeba brać urlopu, żeby odpocząć po urlopie.
Jest w nim dużo jazdy – bo po to się przyjeżdża.
Ale jest też przestrzeń na oddech, historię miejsca, rozmowę, ciszę. Nie ma presji na tempo, dystans ani wynik. Wysiłku jest tyle, by czuć ciało i ruch, ale nie na tyle, by się przemęczyć.
To rajd, który pozwala wrócić do codzienności spokojniej, niż się z niej wyjechało.
I dokładnie tak rozumiemy rajd konny zimą na Podlasiu – także wtedy, gdy myślimy już o lutowym Zimowym Końskim Retreat.






















Komentarze